Od praktycznych skórzanych pasków modnych w starożytności, poprzez średniowieczne ciżemki, praktyczne renesansowe trzewiki, barokowe cudeńka, aż po współczesne, nie zawsze praktyczne obuwie damskie. Buty to jeden z tych elementów garderoby, który od zawsze fascynował kobiety i niemal od zawsze zajmował pierwsze miejsce w kobiecej szafie, Maria Antonina miała ich ponoć ponad 700 par. Co takiego jest w obuwiu, że niektóre kobiety potrzebują do ich przechowywania osobnej garderoby? Co takiego fascynuje nas w ich posiadaniu i co sprawia, że potrzebujemy kolejną parę szpilek na niebotycznym obcasie?

Wina leży po stronie hormonów

Fakt, że kobiety kochają buty nie ulega żadnej wątpliwości. Szaleństwo rozpętało się na długo zanim obiektem pożądania stały się szpilki od najmodniejszych projektantów (za cenę równie niebotyczną co wysokość obcasów). Dzisiaj, rozmiar tej obsesji możemy obserwować na sezonowych wyprzedażach obuwia. Rynek obuwniczy, to jedna z niewielu branż, która nie uległa światowej recesji. Wręcz przeciwnie, sprzedaż wciąż rośnie.

Amerykańscy eksperci od tzw. brandingu i neuromarketingu doszukują się związków między zakupem nowej pary butów a poziomem kobiecego szczęścia. Według Martina Lindstroma:

Podczas mierzenia i zakupu butów rośnie poziom dopaminy, powodując uczucie szczęścia podobne do tego jakie osiągamy po narkotykach.

Oczywiście dopóki nie zobaczymy wyciągu z naszej karty kredytowej.

Ale nie tylko dopamina jest winna naszemu (kobiecemu) małemu uzależnieniu. Buty są dla nas często przedmiotem o wartości kolekcjonerskiej. Dlatego też, ich zakup nie zawsze jest podyktowany względami praktycznymi. Nierzadko o zakupie przesądza moda, kształt lub kolor. To nasze małe kolekcjonerskie zdobycze i ich zakupom towarzyszy zwiększone wydzielanie adrenaliny. Ten sam proces obserwujemy jak u numizmatyka, który właśnie natrafił na bardzo rzadką monetę.

attractive girl in a beautiful white chair

Obcas? Tylko wysoki!

Wszystkie te uczucia i doznania są spotęgowane, gdy obiektem naszych zakupów są buty na wysokich obcasach. Tego typu obuwie damskie (nie ma znaczenia czy są to klasyczne szpilki, platformy czy zwykłe czółenka) sprawia, że czujemy się wyższe, piękniejsze, bardziej sexy a cały świat leży u naszych stóp. Noszenie butów na wysokich obcasach sprawia, że kobiety czują się bardziej pewne siebie, świadome swojego seksapilu. Inaczej (lepiej) nas też postrzegają inni.

Możemy też za to winić polskiego antropologa z Wrocławia, który w swoich pracach dowiódł, że idealna długość kobiecych nóg powinna wynosić 53 % długości ich ciała (czyli powinny być dłuższe o około 5% od przeciętnych).

Niewygodne i często niefizjologiczne wysokości obcasów nie są tutaj przeszkodą. Nosimy je mimo to – żeby się podobać, żeby poprawić sobie humor (a nic tak nie poprawia humoru i poczucia własnej wartości jak czerwone, klasyczne szpilki na nogach oraz czerwień szminki na ustach).

Nic więc dziwnego, że nawet kobiety na co dzień nie noszące tego typu obuwia, dają się od czasu do czasu skusić na parę szpilek od najmodniejszego projektanta – już sama świadomość posiadania takowych we własnej szafie sprawia, że czujemy się piękniejsze i bardziej kobiece.

Taka jest kobieca natura

Od praktycznych ochraniaczy na stopy, po małe dzieła sztuki wysadzane brylantami, ze złoconymi obcasami – buty przeszły wyjątkowo długą i krętą modową ewolucję. Obiekt pożądania i westchnień każdej kobiety. Obsesja na ich punkcie wykracza poza możliwości pojmowania przeciętnego mężczyzny. Bo jak zrozumieć zjawisko kupowania za małych bądź za dużych butów tylko dlatego, że są ładne?

A jednak jest w tym obuwniczym szaleństwie jakaś metoda. Nowa para butów poprawia nam humor, odgania wiosenną depresję i zimową chandrę, zastępuje nam bardzo drogie wizyty u psychoanalityków, a naszym partnerom oszczędza wysłuchiwania długich godzin narzekań na zło tego świata.

Zakupy i poczucie winy z powodu nowej pary damskich butów w szafie zazwyczaj zagłuszamy stwierdzeniem, że jest to zakup niezwykle praktyczny i wielokrotnego użytku. Tym sposobem bez trudu jesteśmy w stanie przełknąć gorzką pigułkę, jaką jest niejednokrotnie cena butów. Ale cóż, za dobre buty damskie warto wydać czasami nieco więcej, szczególnie jeśli mówimy o butach klasycznych i dobrych jakościowo (te z założenia powinny nam posłużyć nawet kilka lat).

A kiedy mąż wypomni nam kolejną parę kozaków od Wojasa lub niepraktycznie wysokie szpilki (za to identyczne z tymi noszonymi przez Carrie Bradshaw w kultowym już serialu: „Seks w Wielkim Mieście”) przypomnijmy mu, że wszystko to wina chemii w naszym organizmie oraz zawiłych meandrów kobiecej psychiki.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany